Pozytywny styl życia, czyli slow life?

W pewnym najzwyczajniejszym w świecie momencie natchnęło mnie, że chciałabym żyć wolniej. Pomiędzy rozpoczęciem nowego roku, a kolejnymi urodzinami – zatem wybór daty postanowienia w najmniejszym nawet znaczeniu symbolicznym nie był. Czuć mocniej, chcieć więcej, doświadczać pełniej. Odetchnąć, dać odpocząć organizmowi, uspokoić myśli. Zacząć żyć powoli. Czyli tak naprawdę jak?

Slow czyli marketingowa pochodna fast

Trochę z tym slow life nas oszukali. Stworzyli kolejną modę. Co widzisz, kiedy myślisz slow life? Piękne, minimalistyczne wnętrza, wakacje na Bali albo w innym „spokojnym” i egzotycznym zakątku świata, bio herbata w designerskim kubku? Nie oszukujmy się, żeby być „slow” przedtem trzeba być „fast” na całych obrotach. Trzeba na to wszystko przecież zarobić. Ewentualnie:

a) bogato się ożenić,

b) zarabiać na takim stylu życia. (nie każdy chce albo potrafi)

Dlatego wolę definicję „życia świadomego”, bądź „życia pozytywnego”. Czyli życia tu i teraz, ale niekoniecznie z zupełnym oderwaniem od jutra. Życia nawet na pełnych obrotach, ale życia zgodnie z sobą i z czasem dla siebie. Metoda? Moja jest relatywnie prosta 😉

Pomyślę o tym jutro

Nie chodzi tutaj o odwlekanie podejmowania decyzji czy rozwiązywania problemów jak miała to w zwyczaju filmowa twórczyni tego cytatu. Raczej o myśleniu o danym problemie wtedy, kiedy po prostu jest na to pora. Problem w pracy? Myśl o nim w pracy. Nie rozwiążesz go zadręczając się przy kolacji z ukochanym, imprezie ze znajomymi czy przed zaśnięciem. Kolacja się nie uda, impreza będzie beznadziejna, Ty zmęczona / y, a rozwiązanie nie ruszy nawet o krok. To samo tyczy się każdego innego problemu. Rozwlekanie go, myślenie o nim cały dzień prowadzi jedynie do frustracji i zmęczenia. Ciężko wyłączyć się z jednego myślenia i przejść na inne – to nie udaje się od razu – ale warto. Pomyśl raz, ale intensywnie i skoncentruj się tylko na danym problemie – nie myśl wtedy o ziemniakach na obiad i rachunkach za gaz. Multitasking – także w przypadku myślenia – to najzwyczajniej w świecie metoda nieefektywna (acz możliwa).

Zrobię to dzisiaj

Odwrotnie do poprzednio opisanej sytuacji nie odwlekaj zadań. Za każdym razem kiedy odkładam coś na później, a zadania się nawarstwiają, żyję w prowizorycznej wygodzie. Co prawda nie wykonuję danej czynności, ale cały czas myślę o tym, że jej nie robię i coś zawalam. Zamiast skoncentrować się na tu i teraz, myślę o nierobieniu czegoś, co właśnie powinnam robić, ale uważam, że jest zbyt trudno bądź pracochłonne. Pogmatwane jak cały proces myślenia. Efekt? Ja jestem zmęczona i zfrustrowana, a zadanie i tak trzeba wykonać, tyle że później, powodując dalsze zmęczenie. Dlatego zaczęłam podchodzić do tego typu rzeczy dwojako, jednocześnie oszczędzając swój czas i podchodząc do obowiązków z niewymuszoną przyjemnością.

a) Nagradzam się 😉 Za każde wykonane zadanie obiecuję sobie nagrodę – ulubiona piosenka, ciastko – nieważne.

b) Podchodzę do obowiązków zadaniowo. Zamiast myśleć, o tym, że za godzinę mam do wykonania beznadziejnie nudny i trudny projekt myślę o tym, że za godzinę zgromadzę dane do zadania, zaparzę sobie kubek pysznej herbaty i ulubioną playlistę. Efekt? Jestem tak pochłonięta tymi pobocznymi czynnościami i zachwycona przyjemnym środowiskiem wokół siebie, że praca jakoś zaczyna się wykonywać sama.

Zadbam z przyjemnością

No dobrze, ale ja tu tylko o pracy i obowiązkach. Ale co z czasem wolnym? Poniekąd dobre wykonanie pracy i zostawienie jej przede wszystkim w… pracy jest pierwszym krokiem do rzeczywistego odpoczynku i prawdziwej chwili dla siebie. Mówi się, że aby wypocząć i poznać tak naprawdę samego siebie – należy skoncentrować się na sobie, poprzebywać tylko z sobą, wsłuchać się w swoje wewnętrzne ja.. A ja powiem: BULLSHIT. Każdy odpoczywa jak potrafi, każdy cieszy się życiem tak jak lubi. Nie daj sobie wmówić, że Twoja forma relaksu jest gorsza od innych. Kochasz tańczyć? Tańcz! Skacz na bungeee, biegaj, czytaj, relaksuj się w wannie pełnej piany ze świeczkami, tylko rób to po swojemu. Media i jakiś ogólny trend wmówiły nam, że jak relaks to w wannie przy świecach, podczas jogi, medytując – niepotrzebne skreślić. Długo zajęło mi dojście do tego, że prawdziwy relaks i odpoczynek przynosi mi tupanie nóżką w klubach podczas koncertów, wspólne śmianie się z przyjaciółmi albo dobra (niekoniecznie lekka książka), przy tzw. darciu mordy z głośników. Natomiast – nieważne jak odpoczywasz – pamiętaj, że robisz to dla siebie! Nie obwiniaj się za odpoczynek. Po prostu. Nie daj sobie wmówić, że musisz biegać, katować się na siłowni i jeść samo eko jedzenie! Nie! Nie musisz – ale musisz zdrowo żyć – dla siebie. Ja nienawidzę biegać, hejtuję diety i o MUJ BOSZE nienawidzę wcześnie wstawać. Nie będę tego robić. Katowanie się dla zdrowia? Też mi zdrowie! Ale jedzenie 5 posiłków dziennie, wyrzeczenie się fast-foodów i napojów gazowanych,  picie co rano szklankę wody z sokiem cytryny to dla mnie sama przyjemność.

Świat się nie zawali

Kiedy myślisz, że dzień urlopu albo 5-minutowe spóźnienie się do pracy to koniec świata – jesteś w błędzie. Jeżeli myślisz, że Twoja praca jest bardzo ważna, i tylko podczas kilku dni bez Ciebie zawali się cała firma – jesteś w błędzie. To pierwszy krok do nerwicy i uzależnienia od obowiązków. I sygnał do zmian. Poprzednia firma i pracodawca wpędziła mnie w łykanie tabletek na uspokojenie i pracę z własnej woli (sic!) nawet w weekendy, bez chwili na odpoczynek. Znajomi mieli już dość mojego gadania o mobbingu, przepracowaniu i zdecydowanie niekorzystnej psychicznej atmosferze. Ale urodziło się we mnie jakieś popieprzone poczucie tego, że świat się zawali, jak pozwolę sobie na chwilę zwolnienia, potknięcia bądź 5-minutowe spóźnienie. Nie zawali, nie zniknie i będzie istniał dalej. Tylko Ty staniesz się wrakiem człowieka. Uświadomienie przyszło boleśnie podczas zwolnienia mnie z tak pewnego stanowiska. Zwolnienie było wybawieniem. Teraz nie przejmuje się 5-minutowym spóźnieniem, z pracy do domu przynoszę tylko niezjedzone jedzenie i chęć pogłębiania wiedzy i doskonalenia się. W zdrowym tego słowa znaczeniu. I wiecie co? Ja jestem zdrowsza i szczęśliwsza. Spokojna i wypoczęta. I paradoksalnie efektywniejsza.

Świat ma Cię w dupie

… tylko, że jak coś ma Cię w dupie, to znaczy, że go uwierasz…

Przynajmniej to moje zdanie na ten temat. W tym całym świadomym życiu ważna jest harmonia i życie w zgodzie ze światem. Docenienie natury i świeżego powietrza. Dostrzeżenie tego co nas otacza i cieszenie się tym. Ja nie mówię, żebyś jak hippis skakał po łąkach, żebyś się tarzał w trawie jak wariat i pokonywał dziennie milion kilometrów na rowerze przy okazji zbierając na Greenpeace. Ale takie wystawienie buźki do słońca w pochmurny dzień albo poskakanie w deszczu bez parasola (tu wersja na wariata) czy podrapanie pieseła albo koteła nie kosztuje nic, a tak naprawdę daje wiele.  Jeden człowiek ROBI RÓŻNICĘ i zacznijmy w ten sposób myśleć. Bo ten jeden papierek wyrzucony na łąkę, ta jedna butelka wrzucona do pieca ROBI CHOLERNĄ RÓŻNICĘ. I wkurwia mnie, jak ktoś twierdzi, że nie, bo przez takie myślenie, mamy chociażby ten cholerny smog. (wyolbrzymiając oczywiście).

… a jak już siedzisz w czyjejś dupie, no to weźże się z niej wydostań. 

Przestań być dupkiem dla innych i uświadom sobie, że żyjesz w jakiejś większej wspólnocie. Świat nie należy do Ciebie. Ani Ty do Świata.  Tak prosto uwierzyć, że jeden człowiek może zniszczyć świat (patrz Hitler), ale tak ciężko uwierzyć, że jeden człowiek może go naprawić. Ja w to wierzę. Każdy człowiek może zrobić różnicę. Może, ale nie musi. Bo jak wolisz wieczory zamiast na zbawianiu Świata spędzać z kubkiem kawy w ręce wtulając się w domowe futerko – to zajebiście kurwa dobrze! Szczęścia nam brakuje. I w takim przekonaniu sobie balansuje każdego dnia – spokojniejsza. Że chodzą po tym ludzie dobrzy i szczęśliwi ludzie.

Oswój się ze strachem

Ostatnio noc w noc zamiast zasypiać myślałam o tym, że o mój boże ja umrę, rodzice umrą, facet mi umrze. No i tak sobie żyłam w tym strachu wieczornym przed śmiercią – podobno ludzie przed 30 tak mają 😀 Męczyło mnie to strasznie – fizycznie i psychicznie. Aż przeczytałam mądrą Panią filozof mówiącą o tym, że strach trzeba sobie oswoić. Boisz się czegoś? Myśl o tym intensywnie, BARDZO INTENSYWNIE. Twój mózg w pewnym momencie znudzi się tematem, a strach odejdzie. Będzie tam nadal, ale nie będzie przeszkadzał funkcjonować. Zaczęłam robić tak ze wszystkim – działa 😉

Ciesz się!

Na przekór wszystkiemu i wszystkim uśmiecham się, pierdolę filozofię cierpienia, wychodzę z założenia, że problemy się pokonuje, a nie przeżywa. I tak sobie z tym przekonaniem idę przez życie. Usłyszałam już, że jestem dziecinna, infantylna, gówno wiem, życie jeszcze da mi popalić, co ja przeżyłam – nic nie przeżyłam, w dupie byłam gówno widziałam, jestem bezrefleksyjna. A ja mam ochotę tym wszystkim, którzy tak mówią i myślą pokazać środkowego palca. Idźcie przez to swoje życie z przekonaniem o tej naszej polskiej martyrologii narodów, z tą chęcią do biczowania się i cierpienia na pokaz. Ja też choruję, cierpię, a ludzie wokół mnie umierają. Tylko uważam, że te małe momenty szczęścia, kiedy leci ulubiona piosenka, wgryzam się w tego zajebistego ruskiego pieroga ze skwarkami (bo mogę!) albo wystawiam buzię do słońca – tworzą nasze życie. Nasze życie to momenty. Życie to życie. Nie śmierć. I kiedy sobie to przypominam – jakoś jest mi pełniej i lepiej.

 

A jak jest z Tobą?

Komentarze

Ledwo polub!

Ledwo najnowsze

Kategorie

ania Opublikowane przez:

Discount Christian Louboutin Outlet Store 80% OFF and Free Delivery! Hot Sale Cheap Christian louboutin Pumps,Heels,Sneakers,Mary Jane Wedges for Women and Men