Algorytmy social media! Kulisy mojego setu na I 🖤 Marketing

W marcu wystąpiłam na scenie I Love Marketing, prezentując temat, który łączył moje doświadczenie zawodowe i osobisty styl komunikacji – algorytmy social media w koncertowym stylu. Opowiedziałam o nich, pokazując je z innej perspektywy: nie jako matematyczne wzory, ale jako systemy reagujące na prawdziwe zachowania ludzi – przyrównując je do DJ’a treści.
Efekt? 5. miejsce w klasyfikacji generalnej i, co dla mnie ważniejsze, świetny odbiór ludzi, którzy zrozumieli przekaz: nie grasz dla algorytmu. Grasz dla odbiorców.

Zamiast klasycznego układu prezentacji — pełnego checklist i wykresów — zdecydowałam się na formułę, która oddaje prawdziwą dynamikę komunikacji w social mediach. Postawiłam na rytm, emocje i analogie muzyczne, bo algorytm nie działa jak matematyczne równanie. Reaguje na zachowania ludzi, ich zaangażowanie, emocje i decyzje podejmowane w ułamkach sekund.
Opowiedziałam o tym, jak tworzyć treści, które naprawdę trafiają do odbiorców: nie na poziomie lajka, ale na poziomie zatrzymania uwagi i wywołania emocji. Moim celem było pokazać, że skuteczny content to nie sztuka zaliczania punktów na liście zadań, tylko budowanie momentów, które chce się przeżyć, zapamiętać i przekazać dalej.

O czym była moja prezentacja?

W centrum mojej prezentacji postawiłam algorytm – ale nie jako matematyczne równanie czy zestaw tricków do obejścia. Pokazałam go jako selektora w klubie: kogo wpuści na parkiet, a kto zostanie odrzucony w sekundę. Opowiedziałam o trzech kluczowych elementach, które decydują o sukcesie treści:

  • zatrzymaniu uwagi (watchtime),
  • zaangażowaniu emocjonalnym (meaningful interaction)
  • i chęci przesyłania dalej (shareability).

Zamiast technikaliów, mówiłam o emocjach. O tym, że post nie działa, bo jest poprawny – działa, kiedy wywołuje reakcję, zatrzymuje odbiorcę na dłużej i sprawia, że chce podzielić się nim z kimś innym. Podkreśliłam też, że algorytm jest tylko echem tego, co naprawdę pokochała publiczność — a nie odwrotnie. Treści, które nie budzą emocji, nawet jeśli są technicznie poprawne, giną w cyfrowym szumie.

Zamiast powtarzać popularne schematy o social mediach, postawiłam na własną narrację i własne porównania. Głównym motywem prezentacji była metafora DJ-a i koncertu — czyli świadome budowanie treści jak setu, w którym liczy się rytm emocji, energia i kontakt z odbiorcą. Wprowadziłam „Manifest DJ-a treści”, pokazując, że kluczowe nie jest to, czy algorytm Cię lubi, ale to, czy ludzie chcą słuchać Twojej historii. Zamiast checklisty „5 rzeczy, które musisz robić na TikToku”, skupiłam się na mechanizmach decydujących o sukcesie treści: na głębokim zaangażowaniu, emocjach i autentyczności. Złamałam też kilka popularnych stereotypów — mówiąc wprost, że followersi nie dają gwarancji zasięgu, a trend za trendem prowadzi prosto do cyfrowej nicości, jeśli nie masz własnego głosu.

W trakcie wystąpienia podkreślałam, że odbiorcy treści nie zawsze są tacy jak my — mogą być inni, mogą nas irytować, mogą nie pasować do naszego własnego wyobrażenia idealnej grupy docelowej. I właśnie dlatego tworząc content, nie możemy grać tylko dla siebie, ani dla przełożonych, tylko dla prawdziwych ludzi po drugiej stronie ekranu. Mówiłam też o tym, że walka o uwagę trwa dziś dosłownie kilka sekund. Nie masz pięciu minut na przekonanie algorytmu i odbiorcy. Masz trzy sekundy. W tym czasie musisz zatrzymać, zaciekawić i zaprosić do interakcji.

Co chciałam zostawić publiczności po tej prezentacji?

Najważniejszym celem mojego wystąpienia było przypomnienie, że tworząc treści, nie walczymy z algorytmem — walczymy o prawdziwą uwagę prawdziwych ludzi. Chciałam zostawić publiczności świadomość, że skuteczny content nie powstaje z kopiowania trendów czy mechanicznego odtwarzania checklist.
Treść, która działa, musi budzić emocje, zatrzymywać, wywoływać reakcję.
To nie algorytm wybiera zwycięzców — to odbiorcy decydują, które treści będą żyły dalej.
Podsumowałam to jednym zdaniem: „Nie remixuję bezmyślnie. Dodaję siebie.”
I drugą, jeszcze ważniejszą myślą: „Wszyscy gramy na tych samych instrumentach. Ale tylko niektórzy piszą własne kawałki.”
To te zdania, te obrazy, chciałam, żeby zabrali ze sobą po moim wystąpieniu.

Co czułam po zejściu ze sceny?

Ogromną satysfakcję. Nie dlatego, że zdobyłam 5. miejsce — choć to oczywiście też cieszy.
Byłam dumna, że udało mi się pozostać wierną sobie: nie iść na skróty, nie podporządkować się schematom, nie szukać „bezpiecznych” rozwiązań. Widziałam, że ludzie nie tylko słuchali, ale naprawdę reagowali — zatrzymywali się, notowali, uśmiechali się przy mocniejszych zdaniach. To właśnie dla takich momentów warto wychodzić na scenę: żeby zostawić coś więcej niż checklistę do odhaczenia.
Żeby zagrać własny numer. Żeby pokazać, że prawdziwa komunikacja — ta, która zostaje — zaczyna się tam, gdzie kończy się kopiowanie.

A prezentację znajdziesz TUTAJ.

Anna Ledwoń-Blacha
Zobacz także
52 rzeczy, których nauczyłam się w 2025 roku
21.12.2025

52 rzeczy, których nauczyłam się w 2025 roku

52 rzeczy, których nauczyłam się w 2025 roku? To już tradycja! Niektóre strategiczne, inne osobiste. Wybrane absurdalne. Część bolesna. Kilka to wiedza bezużyteczna. Kolejność przypadkowa. Rzeczy nie wszystkie. Największym ryzykiem AI nie jest technologia, tylko lenistwo ludzi.

Zarządzanie sobą w czasie [PORADY]
8.08.2022

Zarządzanie sobą w czasie [PORADY]

Często dostaję pytania: Anno, jak Ty to robisz, że tyle ogarniasz i masz czas wolny? Spieszę zatem z odpowiedzią: odpowiednie zarządzanie sobą w czasie! Być może moje sposoby, metody i narzędzia będą dla Was przydatne.

Lubię rozmawiać. Dużo. I na temat. ŚMIAŁO!

ZOBACZ MNIE NA INSTA